Cormac McCarthy: W Ciemność

12.10.2014

Cormac McCarthy: W Ciemność

Wydawnictwo Literackie, 2011

przeł. Maciej Świerkocki

McCarthy_W ciemnosc 2.cdr

 

Podłogę zakrywa gęsty kożuch kurzu, zapleśniałe trzęsą się wiekowe zasłony okienne. Ich poszarzałe bordiury rzucają ukośny cień na cmentarz muszych pancerzy porzucony na zbutwiałym cokole witryny. Przeszklenia, zabryzgane jakby woskiem wpuszczają nie więcej światła, niż blade chmury pustyni przynoszą ochłody spierzchniętym ustom. Trzy kroki na lewo od spaczonego nadproża stoi pośród nędznych bibelotów stare, dębowe łóżko, na nim wygnieciony siennik. Szczyt tej podupadłej konstrukcji wieńczy truchło rdzawo wypłowiałego kota. Jego zaszłe bielmem, martwe oczy patrzą koso w kierunku paleniska. Obwisła skóra pulsuje od poruszających się pod nią i pełzających po niej czerwonych żuków…

Powyższy fragment jest moją improwizacją na świat stworzony przez Cormaca McCarthego. Autor (po prawej), mccarthyrzecz jasna z większym profesjonalizmem ode mnie, wykreował niezwykle duszną, opuszczoną przez Boga rzeczywistość Ameryki końca XIX wieku. Czy w istocie nie ma tu Boga – to jest jedno pytanie, drugie – czy jest to Ameryka, trzecie czy opowiadanie ma konkretny czas?

Zacznijmy jednak od samego świata przedstawionego. Werystyczny turpizm wzmiankowany powyżej nie jest całkowitą dominantą dzieła Amerykanina. Za takową wziąłbym raczej szersze zakresowo pojęcie martwej natury – still leben – z gorzką nutą liryzmu, który rzeczywiście łączy powieść z (wzmiankowanym na tylnej okładce) horrorem gotyckim. Jednak do mnie jeszcze wyraźniej przemawiają konotacje z twórczością siedemnastowiecznych malarzy niderlandzkich (po lewej Vanitas. Pietera Claesza).vanitas stillleben claesz Ciche życie przedmiotów, porzuconych w pozornym nieładzie. Ciche życie natury, przestrzeń poruszona chrzęstem powrozu szubienicznego. Orgia nieodmiennej natury ekspresyjnie wykwita wyjątkowo w jednej z ostatnich scena książki – w opisie śmierci i przemijania, które to sceny również rozegrają się w ciszy. Still leben. Jak nieporuszony jest świat McCarthy’ego, niemal organoleptycznie możemy zweryfikować, gdy główny bohater o duszy jałowej jak ugory ziemi niczyjej, odbije się od dławiącej ściany krainy śmierci. Do królestwo błota i zwęglonych, pustych pni podąży jedynie święty szaleniec, niewidomy.

Imaginarium McCarthego to nie tylko wyżęte z życia krajobrazy, to również ludzie o duszach niejako dostosowanych do tych surowych warunków. Nieliczni o dobrych sercach kryją się za fasadami swych zbutwiałych domów i nierzadko ta stęchlizna zaczyna ich samych zarastać. Brak empatii, zapiekła milcząca nienawiść do innych, obcych, tępota, prymitywizm. To bohaterowie dostosowani do warunków, pogodzeni z nieuchronnością śmierci, z biedą, z głodem. Z tępym uporem robią swoje. Z podobnym dążą do realizacji zadań, których nie rozumieją. Wyzysk przekuwa się tu w zysk. Świetnie świat takich zezwierzęconych odludków, żyjących z dala od prawa i od kraju został ukazany w filmie „Do szpiku kości” (Winter’s Bone, 2010). Bezpaństwowość bohaterów poniekąd objawia się w tym, że z jednej strony mamy świadomość, że czytamy powieść dotyczącą Ameryki, z drugiej wydarzenia mogłyby się rozgrywać właściwie wszędzie. Scena na którą wychodzą bohaterowie to takie nowhere, które może być everywhere. Słabą poszlaką jest trop niewolnictwa, słownictwo postaci z pewnością lepiej prezentujące się w oryginale (w przekładzie oddaje je wiejska gwara) mimo wszystko jest metaforą niskiego statusu społecznego bohaterów. Przyroda też nie wskazuje jednoznacznie na miejsce akcji. W końcu turzyca czy siewki są popularne na całej półkuli północnej.

turzycasiewka_zlotawa

(Dla niezorientowanych: po lewej turzyca, po prawej siewka złotawa)

Nie tylko geograficznie ale i z punktu widzenia historii nie znajdujemy zbyt wielu elementów odniesienia. Sposób ubioru, typ uzbrojenia czy transportu wskazują na bliżej nieokreślone lata XIX-ego wieku. Jest jedno z nawiązań do prozy Faulknera (na spadkobiercę, którego McCarthy jest desygnowany), chociażby do „Kiedy Umieram”. Inne podobieństwa stanowią: wielowątkowość oraz naśladowanie toku zwykłej rozmowy i imitacja rozumowania prostych ludzi. Stąd częste pustosłowia, partykuły, pomruknięcia lub nieporozumienia między bohaterami. Według mnie niepokojący sygnał stanowi konkluzja, że, mimo iż „W Ciemność” jest pierwszą książką McCarthego jaką przeczytałem, czułem w trakcie lektury, jakbym kiedyś już miał przed oczami coś bardzo podobnego. Jest to oczywiście efekt zapoznania się z ekranizacjami prozy Amerykanina, które w ostatnich latach zyskały niesamowitą popularność. „To nie jest kraj dla starych ludzi” (No country for old man, 2007) czy „Droga” (The road, 2009) opierają się właściwie na takim samym schemacie konstrukcji akcji. Jedni bohaterowie dążą (topos drogi!), trochę po omacku, do celu, a otaczają ich inni bezwzględni, okrutni, prymitywni. Głównego bohatera odróżniają od nich resztki ludzkich odruchów. Odmienność pomiędzy znanymi mi przedstawieniami dzieł McCarthego budują głównie motywy jakim kierują się bohaterowie (najczęściej szorstcy faceci) oraz, o dziwo, czasy. Te drugie się zmieniają, obyczaje pozostają te same. Czemu wspomniałem, że ten schematyzm mnie niepokoi? Mianowicie obawiam się, iż czytając kolejną książkę Amerykanina zostanę ugoszczony podobnym daniem, a to zdecydowanie nie zaostrza apetytu. Z resztą popatrzcie poniżej – czy scena z futurystycznej „Drogi” nie byłaby również idealną ilustracją do „Ciemności”?droga

Na deser zostawiłem sobie najtrudniejszy temat. Tematy. Filozofia i religia. W kierunku filozoficznej przypowieści, refleksji autor skłania się tym bardziej im większe jest wyczerpanie rodzeństwa głównych bohaterów, im cięższe ich zmagania z losem. Metafizyka też oplata cienkimi nićmi tok wydarzeń, przemyka leśnymi gęstwinami. Bóg McCarthego ma starotestamentową brodę, za pomocników niemą sprawiedliwość i szaloną zemstę. Gromi bezwzględnymi wyrokami i ma się za szafarza życia i śmierci. Z drugiej strony może jest to diabeł, który wdział jedynie maskę sprawiedliwego i w tym bezbożnym uniwersum uczynił się bogiem? Jedno jest pewne, on wie o wszystkim, nic nie ujdzie jego uwagi, jest wszechobecny. Ostatecznie tajemniczy morderca może być nawet personifikacją samej śmierci, która z głównym bohaterem – Holmem urządza okrutne gierki, nie każąc go przecież tak okrutnie jak innych. Piętno moru, które niesie ze sobą bohater, mogłoby być zatem przyczyną paniki jaka została wzniecona pośród stada ludzi i świń, żerujących na opuszczonych terytoriach. Holme wychodzi zresztą niejednokrotnie z największych opresji, gdy w okół giną niewinni, często poznani przezeń niewiele wcześniej, ludzie. Nurtują mnie różne pytania. Czyim mięsem Holme został nakarmiony przez brodatego demiurga? Czy Holme jest może figurą – nośnikiem jakiejś większej wartości? Kim więc byłaby jego siostra? Obawiam się jednak, że to jak i wiele pomniejszych pytań pozostaną dla mnie bez odpowiedzi. Filozofia czy religia często nie dają wystarczającego wyjaśnienia – tylko ślepcy podążają do martwego lasu z uśmiechem.

Ps.: Wydanie książki WL jest „skrojone na miarę”. Ładna intrygująca okładka, notka biograficzna i skróty innych istniejących w polskim przekładzie dzieł autora. Tłumaczenie (oprócz może zbyt momentami nieprzystającego tłumaczenia dialogów) sprawnie interferuje z klimatem oryginału.  

Reklamy

Informacje o librumlegens

librum.legens@gmail.com
Ten wpis został opublikowany w kategorii Powieść, Wiek XX. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s