Edgar Allan Poe: Opowieści Niesamowite

25.05.2015

Edgar Allan Poe: Opowieści Niesamowite

Wydawnictwo Literackie, Kraków, 1974

przeł. Bolesław Leśmian i Stanisław Wyrzykowski

poe opowiesci

Lektura opowiadań Poego stanowiła dla mnie rodzaj pewnego odkrycia. Można mianowicie było podczas niej odnieść wrażenie obcowania z sui generis „brakującym ogniwem” łączącym to co nowe, współczesne, z tym co zamierzchłe. Twórczość Poego stoi chyba jak żadna inna w rozkroku pomiędzy literaturą, która jest rozrywką dla mas, a literaturą spełniającą dawną funkcję sztuki elitarnej. Pomiędzy pobudką intelektualną, a popularną podnietą. Czasami przebłyskuje z niej jeszcze ramotkowa romantyczność rodem z Waltera Scotta, częściej jednak dryfuje w kierunku realizmu i psychologicznej wiarygodności rodem z późniejszych Balzaca czy Hugo. Ciężko wymienić dla ilu autorów Poe stał się duchowym mentorem i inspiracją. Dość już, że każdy z nas byłby w stanie znaleźć np. we współczesnej kinematografii podobne efekty, których projekcje, poprzez karty swoich dzieł, wytwarzał w umysłach swoich czytelników Poe. Podam przykład, aby nie być gołosłownym: W opowiadaniu „Serce oskarżycielem”, niezrównoważonego mordercę dopada w momencie przesłuchania taki oto odgłos: „Był to szmer głuchy, zdławiony, częstotliwy, szmer niezwykle podobny do tego, który wytwarza zegarek owinięty w watę„. Ileż to razy momentom strachu i stresu przedstawianym na srebrnym ekranie towarzyszył właśnie taki odgłos. Stłumiony odgłos kołaczącego się serca. Samo zaś opowiadanie mogłoby równocześnie zainspirować Dostojewskiego, który często podążał szlakami zbrodni i sumienia czy J.R.R. Tolkiena, który z gadających do siebie psychopatów Edgara Allana mógł był ukuć postać Golluma.

Z niestabilnym stanem ducha bohaterów (pierwszoplanowych, pierwszoosobowych) koegzystują opisy przyrody znajdującej się w swoistym stanie niesamowitości (patrz też Lovecraft). Z jednej strony natura jest głucha, niema, mroczna niczym dusza egzaltowanego Roderica Ushera z opowiadania „Zagłada domu Usherów”. Innym razem burzy się, trzeszczy, a poświata błyskawic rozjaśnia tajemnice z przeszłości, przerażające sekrety odurzonych maligną charakterów. W opowiadaniach detektywistycznych opisy natury ustępują patologii zbrodni, a sama przyroda pozostaje jedynie niczym echo zdławionego krzyku, dalekim refleksem zdarzeń. Przejdźmy teraz niepostrzeżenie do samej tematyki wspomnianych opowiadań z pogranicza kryminologii. Wiadomo, iż nauka ta w czasach Poego jedynie raczkowała, zaskakiwać więc może dojrzałość wniosków wyciąganych przez autora zwłaszcza w opowiadaniu „Tajemnica Marii Roget”. Pisarz za pomocą alter ego swojego intelektu, zubożałego szlachcica (rzec by można „typ Poe’owski”) Dupina, rozpracowuje prawdziwą, nowojorską zbrodnię, którą popełniono wobec młodej i popularnej wśród miejscowej społeczności damy. Posługuje się przy tym jedynie wycinkami z lokalnych (jak po lewej)maria roget gazet, które niejednokrotnie uderzają w nieprofesjonalne, rozemocjonowane tony. Dupin zagadkę morderstwa rozszyfrowuje właściwie zza biurka. Czyni to w tak intrygujący sposób, że zasadniczo nie sprawia różnicy, iż Poe fabularyzując fakty, scenę zbrodni przetransportował w podparyskie zagajniki. Równie ciekawe są pozostałe dwa opowiadania z cyklu o Dupinie: makabrycznie-groteskowe „Zabójstwo przy Rue Morgue” oraz humorystyczny „Skradziony List”.  Poe tworzy w osobie Dupina postać – bliską późniejszemu Sherlockowi Holmesowi – o niezwykle przenikliwym i analitycznym umyśle, zapalającą się do działania i skłonną do ryzyka, a jednocześnie aspołeczną i sarkastyczną, mającą swoje „drobne szaleństwa”. Pokrewnym typem występującym w opowiadaniu „Złoty Żuk” jest Legrand również zubożały, potomek kolonizatorów, zamieszkały na południowym wybrzeżu Stanów Zjednoczonych miłośnik tajemnic i szyfrów. W samej rzeczy „Złoty Żuk” to koherentne, przygodowe opowiadanie, łączące w sobie najlepsze cechy twórczości Poego – odrobinę szaleństwa, tajemnicę przeszłości, grozę niepewności, pewną dawkę humoru (murzyn – służący, Jupiter) i rzeczowe wyjaśnienie, dzięki, któremu możemy uwierzyć, iż podobna historia rzeczywiście mogła mieć kiedyś miejsce. R.L Stevenson z pewnością poleciłby tą nowelkę.

Zastanawiać może, czy praprzyczyn wszelkiej dewiacji swoich postaci Poe nie wyciągnął niejako z autopsji, bazując na własnych doświadczeniach. Niemało znalazło się też „życzliwych” osób, które po dosyć zagadkowym zgonie pisarza były skłonne przypisywać mu pewne cechy jego postaci. Na pytania: o ile jedno wynika z drugiego i jaka jest relacja między „za życia” i tym co „po śmierci”, trudno będzie jednoznacznie odpowiedzieć. Wiadomo, że pewne, nazwijmy to, „zainteresowania” wyrastały na gruncie życia osobistego pisarza. Wydawać by się nawet mogło, że jakkolwiek był on człowiekiem godnym zaufania, to miał też swoją mroczną stronę, gdzie kiełkowały, nigdy być może nigdy w pełni nie rozwinięte, skłonności. Skupmy się jednak na charakterach postaci z opowiadań amerykańskiego nowelisty. Często pokrewne, wyrastające z jednego pnia natury, niespokojne choć w głębi serca dobre i spolegliwe, łatwo ulegają namiętnościom i używkom. Brzydzą się swojego postępowania, a jednocześnie topią z coraz większą desperacją swe dusze w bagnie hańby. Tacy są bohaterowie opowiadań „William Wilson”, „Czarny kot”, „Zagłada domu Usherów” czy wstrząsającej „Berenice”. Niemożliwość poradzenia sobie ze swoimi ułomnościami przeradza się w nienawiść do samego siebie, to zaś prowadzi bohatera w odmęty obłędu. Obłęd ten zaś, szaleństwo, często swe ujście znajduje w jednym konkretnym, miazmatycznym obiekcie, który niczym złowieszczy czarny kot zaczyna odciskać swe piętno na każdym świadomym czy nieświadomym działaniu bohatera. Ten, już właściwie psychicznie „zdemontowany”, działa podobnież na granicy jawy i snu, i dopiero w ostatnim akcie zamkniętej kompozycji jaką jest każde opowiadanie, zdaje sobie sprawę z tego, że właśnie przekroczył granicę piekieł. Zabawną trawestacją takiej psychozy jest jedyny, pozytywistyczny można by rzec, tekst w tym gronie: „Przedwczesny Pogrzeb”.eapoe Tutaj to bohater romantyczny sensu stricte, powoli zapadający się w świat złudzeń i omamów – typowy neurotyk, wybudza się po przypadkowo zastosowanej terapii szokowej. Patolog Poe (po prawej) przy okazji nie zaniecha naszkicować nam paru barwnych sztychów tyczących się tytułowego przedwczesnego pogrzebu. Idąc tropem popadania w manię pierwszoplanowych postaci z „Opowieści Niesamowitych” relatywnie można odnieść ten trop nawet do bohaterów wyżej wymienionych opowiadań detektywistycznych czy nie wspomnianych tu jeszcze neo-legend, semi-gotyckich, krótkich nowelek w stylu „Hop-Frog”, czy „Maska śmierci szkarłatnej”. W tych to historiach różne impulsy kierują bohaterów do jakiegoś zapamiętania, przekroczenia barier, zmiany stanu, niejednokrotnie zaś te zmiany maja charakter gwałtownej namiętności. Zaburzona rzeczywistość, niemal halucynogenna, z elementami groteski – jak w „Królu Dżumcu”, czy grozy jak w „Liście w butelce” wynikająca również z niesamowitych warunków otaczającego świata podobnie wpasowuje się w ten kontekst. W ten sposób zauważymy, że niezależnie czy Poe opisuje próbę rozwikłania jakiejś niesamowitej zbrodni czy tworzy legendę o zaginionym królestwie, to zawsze jesteśmy w stanie odnaleźć pewne wspólne cechy, które zasygnalizują nam niezwykłej klasy autora.

Takim wyznacznikiem, który pozbawi nas złudzeń co do autorstwa nowelki jest chociażby wspaniały, wysmakowany, pełen plastycznej frazy język dzieł Amerykanina. W przypadku polskiego tłumaczenia dużym walorem okazała się praca obu panów niezwykle dobrze oddająca przesyconą niesamowitością atmosferę dzieł (Leśmian doprawdy zasłużył na tytuł kowala słów). Poe równocześnie bawi się formą swych dzieł i uatrakcyjnia tworząc na przykład imitacje listów czy artykułów prasowych. Kolejną charakterystyczną, lecz być może z lekka nużącą dla współczesnego czytelnika wizytówką są obszerne wstępy, w których zostaje odzwierciedlony obecny stan ducha pierwszoosobowego narratora. Wnikliwa autoanaliza poprzetykana naganami i próbami usprawiedliwienia swoich czynów czy myśli niejednokrotnie ciągnie się przez kilka stron i niczym skorupka obudowuje clou historii. Niechaj przemówią cytaty.

"Otrzymana spuścizna ułatwiła mi pozyskanie niezgorszego 
wykształcenia, a skłonność umysłu do pogłębień umożliwiła 
ujęcie w ład metody całego dobytku wiedzy, pilnie 
nagromadzonej przedwcześnie dojrzałą usilnością. Ponad 
wszystko - dzieła filozofów niemieckich były dla mnie źródłem
najwyższej rozkoszy (...)"                                    
                                   Rękopis znaleziony w butli


"Niestety, sam czułem, ile związków obłędu taiło się we 
wspaniałych, fantastycznych oponach, w hieratycznych rzeźbach
egipskich, w dziwacznych gzymsach i sprzętach tudzież w 
chimerycznej wzorzystości kobierców, przetykanych złotymi 
kwiatami! Opętało mnie opium i uczyniło swoim niewolnikiem, 
a moje prace i zamiary nabrały zabarwienia mych snów.(...). 
Chciałbym tylko wspomnieć o pewnej komnacie, którą przekląłem
na wieki, a do której poprowadziłem od ołtarza jako mą 
oblubienicę, jako następczynię niezapomnianej Ligei jasnowłosą
i błękitnooką Lady Rowenę (...)"
                                                      Ligeja

Drugi cytat zawiera wszystkie wymienione uprzednio  metody kreowania charakteru przez Poego – uleganie namiętnościom, dogłębna wiwisekcja, przeżywanie traum (być może mających swe źródło w prywatnych tragediach pisarza), odczuwanie niesamowitości i nierealności sytuacji. Ta atmosfera tajemnicy, odczuwanie jakiegoś niezidentyfikowanego zagrożenia zwracała myśli Poego, ku zjawiskom paranormalnym (mesmeryzm, magnetyzm) jak i ku sektom, organizacjom działającym po za prawem i po za ludzkimi spojrzeniami (inkwizycja, masoni). Na głębszej płaszczyźnie możemy wręcz odczytywać fascynację autora śmiercią i umieraniem. Pseudo naukowe, na poły szarlatańskie metody, stosowane w odpowiednich warunkach, są w stanie tygodniami utrzymać trupa na granicy świadomości. Sekretne konfraternie nierzadko w wymyślny sposób doprowadzają swe ofiary na skraj życia i śmierci. O fascynacji pochówkiem żywych wspomniałem już wcześniej. To mgliste, złowrogie powietrze, ta skradająca się, duszna zapowiedź moru przyobleka raz po raz kostiumy to duchów, to stworów z poza znanej rzeczywistości (w przyszłości ten element do granic perfekcji wycyzeluje H.P. Lovecraft). Fantomy błąkające się po statku widmo, pokraczna loża szyderców pośrodku ogarniętego zarazą miasta, groteska i maskarada. Iluż to współczesnych filmowców, iluż pisarzy przez lata patrzyło na wiek XIX oczyma Poego? Trudno będzie zliczyć! Ale doprawdy jest to zasługa i zaistnieć powinna wdzięczność niemal historyczna, za taką właśnie wizję tych czasów, inną być może, nie przystającą do wizji naturalistów czy pozytywistów, ale jakże płodną, jakże inspirującą.

usher house

Kino nieme świetnie „wyraża” niemą grozę utworów Poego (Upadek domu Usherów, J. Epstein, 1928)

Trzy słowa na sam koniec na temat wydania. Niezwykle ważną i skłaniającą do dalszych przemyśleń pomocą w lekturze jest kilkustronicowa nota znajdująca się na końcu książki. Wybór opowiadań jest jak najbardziej trafiony. Pozwala poznać pełne spektrum twórczości Poego. Sama w sobie książka jest po pierwsze solidna, a po drugie przejrzysta i z pewnością będzie się świetnie prezentować na półce każdego miłośnika „szeroko pojętej” literatury.

 

Reklamy

Informacje o librumlegens

librum.legens@gmail.com
Ten wpis został opublikowany w kategorii Baśnie/Legendy, Klasyka XIX. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s