Michał Lermontow: Bohater Naszych Czasów

25.02.2016

Michał Lermontow: Bohater Naszych Czasów

PIW. Warszawa, 1985

Przeł. Wacław Rogowicz

bncz

Ciężko powrócić do książki po ponad pół roku od przeczytania jej. Na szczęście porobiłem sobie sporo notatek w czasie lektury, więc jakoś to pójdzie. Zacznę od tego, że książka Lermontowa w pewnym stopniu mnie zaskoczyła, a w dużej mierze przypadła do gustu. W jakiż to sposób lub czym „Bohater…” mnie zaskoczył? Ano tym, że był mniej romantyczny niż się spodziewałem i w sumie dosyć „współczesny” przynajmniej w warstwie psychologicznej. W przeciwieństwie do „Eugeniusza Oniegina” autorstwa Puszkina książka jest też bardziej przystępna; nie trzeba przedzierać się przez językowe łamańce, bądź niezrozumiałe opisy będące „znakami swych czasów”. Już w krótkiej przedmowie Lermontow zmyślnie wykłada jaki cel mu przyświecał i przyjmuje ewentualną krytykę. Z resztą oddaję głos pisarzowi:

"<<Bohater naszych czasów>>, moi szlachetni panowie, to istotnie
portret lecz nie jednego człowieka; jest to zbiorowy portret wad
całego naszego pokolenia w pełnym ich rozkwicie. Powiecie mi znowu,
że człowiek nie może być taki zły, a ja wam powiem, że jeśli
wierzyliście w możliwość istnienia wszystkich tragicznych
i romantycznych złoczyńców, czemuż nie wierzycie w realność
Pieczorina? (...)"

Autor nadmienia również, że nie zależy mu na karmieniu ludzi morałami (bo od tych słodyczy rozbolały ich już żołądki), i w zasadzie potrzebne im są raczej gorzkie lekarstwa. Zaznacza także, że wspomnianego tytułowego bohatera, odmalował zgodnie z tym jak go zrozumiał i poznał z autopsji (właściwie ludzi tego „sortu”). Nie twierdzi, że wie jak tę współczesną mu chorobę romantyzmu wyleczyć i nawet nie chce zyskać miana lekarza dusz. Pozostawia to w gestii Boga.

Postanowiłem podzielić swoją recenzje na trzy segmenty. Po pierwsze konstrukcja dzieła i środki artystyczne. Po drugie pokrótce przedstawię przebieg akcji. Po trzecie przedstawię punkt widzenia Lermontowa na postać bohatera romantycznego. Zaczynajmy zatem:

zakakaka

Zakaukazie

BUDOWA

Jakie są elementy składowe prozy Lermontowa, jakim językiem się posługuje, jak wygląda świat przedstawiony, jaka forma (bądź formy) została użyta. Spróbuje odpowiedzieć na te pytania posługując się cytatami. Choć jak by komuś się nie chciało czytać moich rewelacji to mogę też w telegraficznym skrócie: Język? Rosyjski. Świat przedstawiony? W normie. Forma? Pisana (bo przecież nie do ciasta). Dziękuję, adieu! :-)

A teraz na poważnie. Już od pierwszych stron czytelnik wie, że nie będzie przelewek – rozbudowane, ale i piękne opisy przyrody, dokładne relacjonowanie stosunków i zwyczajów ludności. W tym przypadku górali zakaukaskich. Widać jednocześnie, że autor ma pewien, zdrowy, dystans do opisywanej sytuacji i nie wzdyma się jak żaba tą holistyczną wizją cudu koegzystencji człowieka i natury. Skąd taka dedukcja? Mianowicie zaraz po prowadzonych w narracji pierwszoosobowej relacjach następuje dialog pomiędzy osobą Sztabskapitana Maksyma Maksymicza, a samym narratorem. Dotyczy on kwestii  rzetelności mieszkańców rubieży wielkiej carskiej Rosji i pobrzmiewają w niej echa ironii starego wyjadacza i nuty pogardy. Dzięki tej konwersacji jaka zawiązała się między bohaterami jesteśmy też w stanie stopniowo poznać charakter bohaterów; drobnymi zdankami, niedługimi kwestiami Lermontow sprawia, że już wkrótce postacie staną nam się bliskie.

- Na pewno dużo miał pan przygód! - powiedziałem podniecony 
ciekawością. 
- Jakże mógłbym nie mieć! bywały...
Zaczął teraz skubać lewy wąs, opuścił głowę i zamyślił się. (...)

Nie muszą reagować strachem przeciwnicy wszelkiej maści dłużyzn ilustracyjnych z gatunku „Nad Niemnem”. Oczywiście kontemplacja przyrody zajmuję należytą cześć książki, ale nie wywołuje równocześnie napadów ziewania. Lermontow opisując surowy, opustoszały górski klimat doskonale panuje nad sztuką i ekonomią słowa:

"Na ciemnym niebie jęły migotać gwiazdy i rzecz dziwna, wydało
mi się, że świecą znacznie wyżej niż u nas, na północy. Po obu
stronach drogi sterczały gołe czarne głazy; tu i ówdzie wyglądały
spod śniegu krzaki, ale ani jeden suchy listek nie poruszał się 
i przyjemnie było słyszeć w tym martwym śnie przyrody parskanie
zmęczonej pocztowej trójki i nierówne pobrzękiwanie rosyjskiego
dzwonka. (...)"

Autor komunikuje nam z pozycji narratora, że nie zamierza czytelnika torpedować mnogością informacji na tematy niezwiązane bezpośrednio z treścią książki, czyli z zamierzonym opisem postaci romantycznej. Świadczy to o jego dużej świadomości i samodyscyplinie. Pośrednio nawiązuje również dialog z odbiorcą swego dzieła. Pyta się go o jego własne odczucia w danej kwestii. Jest to ciekawy i angażujący zabieg:

"(...) miał trochę zadarty nos, zęby olśniewającej białości
i piwne oczy; o oczach muszę powiedzieć jeszcze kilka słów. Przede
wszystkim nie śmiały się kiedy on się śmiał! - Czy nie zdarzało
wam się zauważyć takiej dziwnej właściwości u niektórych ludzi? Jest
to oznaka złego charakteru, albo głębokiego smutku. Spoza wpół
opuszczonych rzęs oczy jaśniały - jeśli można tak powiedzieć - 
jakimś fosforycznym blaskiem. (...)"

Znać tu maestrię Rosjanina w opisie postaci. Lermonow też udanie kreuje klimat tak, jak na przykład w krótkiej historii o pobycie tytułowego bohatera w nadmorskiej wiosce Tamań:

"Księżyc świecił przez okno i jego promień igrał po udeptanej
z gliny podłodze. Nagle na jasnej smudze przecinającej podłogę
mignął cień. Uniosłem się na ławce i spojrzałem w okno:
ktoś powtórnie przebiegł koło okna i zniknął licho wie gdzie. (...)"

Autor naumyślnie zmienia formy narracji, to przytacza opowiadania starego Sztabskapitana, to mówi jakby od siebie, to cytuje fragmenty dziennika pierwszoplanowej postaci, to listy wertujemy różnorakie. Dzięki takim środkom, nawet mimo pewnej monotonni opisywanej historii, lektura zdaje się przystępniejszą i bardziej nasyconą treścią. Tym bardziej za walor uznamy możliwość ocenienia pewnych zdarzenia z perspektywy trzech różnych charakterów. To, że książka jest wciąż aktualna i nie poryła się patyną zapomnienia, to również zasługa może prostej, ale i wciągającej fabuły oraz nietuzinkowego bohatera (o czym później).

Panorama de l'hiver à Piatigorsk

Piatigorsk, Rosja

AKCJA

O samej akcji nie napiszę za wiele; streszczę ją w kilku zdaniach skupiając się może bardziej na kilku przełomowych punktach. Pieczorina – tytułowego bohatera – poznajemy w kilku odsłonach. Między innymi przez pryzmat opowiadania, które na jego temat przytacza stary kompan tułaczki oficera Maksym. Po drugie część informacji poznamy korzystając z percepcji pierwszoosobowego narratora. Po trzecie dzięki dziennikom samego zainteresowanego. Pierwsza połowa książki to wspomniana powyżej opowieść Sztabskapitana Maksymicza. Przytacza on historię jak to poznał w twierdzy przy Kamiennym Brodzie w Czeczenii młodego oficera, prawdopodobnie zesłańca z centralnej Rosji, Grigorija Pieczorina. Razem, przypadłszy sobie do serca, udali się na wesele do znajdującego się nieopodal aułu. Tam nasz bohater zapalił się do porwania czerkieskiej księżniczki. Niestety po uprowadzeniu dziewczyny Grigorij zaczął stopniowo tracić zainteresowanie swą „zdobyczą”… Nie będę spoilerował zakończenia, albowiem każdy zainteresowany powinien sam sobie doczytać co wydarzyło się dalej. Sztabskapitan Maksym spotyka po latach Pieczorina, ale ten zda się go ignorować, nie chce też odebrać swych dawnych dzienników. Zapiski te trafiają następnie do narratora, który je „publikuje”. Ta publikacja to druga część książki Lermontowa. Z niej dowiemy się, po krótkiej wzmiance o pobycie w Tamaniu, o przygodzie, która przydarzyła młodemu oficerowi w Piatigorsku – uzdrowiskowej miejscowości u podnóży Kaukazu. Tam to, w skrócie, poznał przyjaciela, doktora Wernera („czytamy sobie nawzajem w duszach”). Dowiedział się również, że w uzdrowisku przebywa jego dawna ukochana, Wiera, wraz z mężem. Daleką krewną owego męża była też księżna, która zatrzymała się w miasteczku wraz z córką – Mary. Ostatnią osobą tego dramatu jest Grusznicki – młody junkier, którego Pieczorin nie znosi już ze względu na sam sposób bycia, czego pyszny dowód daje na kartach swego pamiętnika („należy do tych ludzi, którzy na wszystkie okoliczności życiowe mają w pogotowiu napuszone frazesy”). Pieczorin nie cierpi w ogóle obojga młodych: córki księżnej i junkra, którzy nie dość, że mają się trochę ku siebie, to dodatkowo epatują naiwnością i szczeniacką pewnością siebie, gromadząc wokół siebie tłumek admiratorów. Knuje więc paskudną intrygę, chcąc skłócić młodzież, to rozkochując w sobie Mary, to prowokując Grusznickiego do awantury. Również i w tym przypadku nie będę sprzedawał zakończenia. Ostatni rozdział książki to historia z pamiętnika Pieczorina, w której wspomina on o tym jak był w stanie przewidzieć śmierć człowieka w parę godzin przed tym wydarzeniem, ponieważ dostrzegł na twarzy swego oponenta „stygmat śmierci”. Nowelka jest w sumie przewrotna i opowiada nuż to o igraniu z losem, nuż o nieuchronności przeznaczenia. Ładnie podsumowuje całość książki, a jednocześnie pozostawia pewne uczucie niedosytu. Nie dowiemy się bowiem już nic więcej o losach „Bohatera Naszych Czasow”…

cdf-wedrowiec-nad-morzem-mgly-1818

Wędrowiec nad morzem mgły, 1818, Caspar Friedrich

BOHATER ROMANTYCZNY

To co Lermontow robi z toposem bohatera romantycznego moglibyśmy nazwać dekonstrukcją. Autor nie tyle nawet wyśmiewa czy kpi z postaci, co raczej wskazuje, że zbytnie zaangażowanie się w pewien styl bycia, przybranie pozy wiecznie kontestującego, nie mogącego nigdzie zagrzać  miejsca i niedojrzałego bon vivanta na dłuższą metę jest niebezpieczne dla otoczenia i samego nosiciela owej – już w tym momencie choroby duszy. To, że takim bohaterem ciągle miota wiatr wydarzeń sprawia, że nie jest on w stanie się do niczego przywiązać; i w konsekwencji wszystko i wszystkich traktuje zdawkowo. Zapala się łatwo do jakichś pomysłów, które następnie znudzony porzuca. Porwanie dziewczyny? Romantyczny zryw! Ale nuda codzienności – o, to nie dla niego, jakby tu można było pozbyć się ciężaru? Dla prowokacji jest w stanie łamać serca i stawać w szranki pojedynków. Jest jednak świadom, i to może być najbardziej bolesne, że, kiedy zejdzie adrenalina i opadnie kurz, każde z jego przedsięwzięć okaże się puste i niepotrzebne. Odczuwa w związku z tym chandrę, łatwo popada w marazm i depresję. Nie czuje, żeby cokolwiek co go otacza było rzeczywiste. Za wielkimi czynami, za wielkimi słowami jest malowana kurtyna, która kryje płaskie kulisy codzienności, a antrakty sztuki zwanej życiem ciągną się w nieskończoność. Romantyk jest w zasadzie wampirem, który wysysa z ludzi tyle emocji, ile jest mu potrzebne w danym momencie do utrzymania się w pionie. Pozostawia zwykłych śmiertelników pogryzionych i oszołomionych. Część z nich wyssie do cna, aż zgasną i zwiędną. Rusza w dalszą drogę; wlecze swoją zgorzkniałość niemal jak hrabia Drakula ciągniony w trumnie na furmance. Zamiast transylwańskiej ziemi gnieździ się w nostalgii. Czuje się nierozumiany, ale nie chce też by ktokolwiek go zrozumiał. Sądzi, że przeżył już wszystko i nic nie jest w stanie go zaskoczyć. Jak fan sportów ekstremalnych wciąż próbuje się sprawdzić w coraz to nowych wyzwaniach. Tak po prawdzie to dąży do samozagłady i zdaje sobie sprawę z tragizmu sytuacji. Drąży go świadomość zła, które czyni i co więcej nie jest w stanie przezwyciężyć swej nieuleczalnej obojętności. Niech przemówią cytaty z książki:

Jak Grigorij Pieczorin mówi sam o sobie, garść cytatów:

(...)mam nieszczęśliwy charakter: nie wiem, czy to wychowanie
zrobiło mnie takim, czy Bóg mnie takim stworzył, wiem tyle tylko,
że jeżeli jestem przyczyną cudzego nieszczęścia, to i ja również
czuję się nie mniej nieszczęśliwy.(...)"

"(...)kochałem się w pięknych kobietach (...) i byłem kochany,
ale ich miłość tylko podniecała moją wyobraźnię i ambicję, 
a serce pozostawało puste...(...)"

"Spodziewałem się, że nuda nie mieszka pod kulami Czeczeńców - 
daremnie: po miesiącu tak przywykłem do ich bzykania i do bliskości
śmierci, że doprawdy więcej zwracałem uwagi na komary - 
i nudziłem się jeszcze bardziej(...)"

"(...)miłość dzikuski niewiele jest lepsza od miłości światowej damy;
nieuctwo i prostota jednej tak samo sprzykrzy się jak kokieteria
drugiej.(...)"

"Nie wiem czy jestem głupcem czy łotrem; ale to jest pewne, że ja
również jestem godny współczucia(...)"

"(...) wszystkiego mi mało: do smutku równie łatwo przywykam jak do
rozkoszy i życie moje z każdym dniem staje się coraz bardziej
jałowe; pozostało mi jedno lekarstwo: podróżować.(...)"

A co Pieczorin sądzi o kobietach swoich czasów? Niewątpliwie, nie jest to tylko i jedynie osąd, bo któż i dzisiaj nie zna takich panienek:

"Księżniczka, zdaje się, należy do kobiet, które chcą, by je
zabawiano; jeżeli przez dwie minuty z rzędu będzie jej z tobą nudno,
przepadłeś z kretesem; twoje milczenie powinno podniecać jej
ciekawość, twoja rozmowa nigdy nie zaspokajać tej ciekawości
całkowicie; musisz ją nieustannie niepokoić(...) nakokietuje się
do woli, a po dwóch latach wyjdzie za mąż za poczwarę przez 
posłuszeństwo dla mamy (...)"

Pieczorin wypowiedział te słowa także by rozdrażnić Grusznickiego, beznadziejnie zakochanego w księżniczce Mary („Śmiałem się w duchu i nawet dwa razy się uśmiechnąłem, lecz on na szczęście tego nie zauważył”). To mówi też dużo o jego intryganckim (lub krwiopijczym) egoizmie. Jeszcze trzy cytaty świadczące o wspomnianym wampiryzmie Grigorija:

"(...) jednak władanie młodą, ledwie rozwijającą się duszą daje
niezmierną rozkosz. Dusza jest jak kwiat, który najpiękniejszy
zapach śle na powitanie pierwszego promienia słońca; kwiat należy
zerwać w owej chwili i nawąchawszy się do syta rzucić na drogę;
a nuż ktoś podniesie? Czuję w sobie tę nienasyconą chciwość 
pochłaniającą wszystko(...), patrzę na cierpienia i radości innych
jedynie w odniesieniu do siebie, jak na pokarm podtrzymujący moje
siły duchowe.(...)"

"I księżna cieszyła się w duchu patrząc na córeczkę; a córeczka
ma po prostu atak nerwowy: spędzi noc bezsennie i będzie płakać. 
Ta myśl sprawia mi bezgraniczną rozkosz; są chwile, gdy rozumiem
Wampira (...)"

"(...)nigdy nie mogłem się nasycić. Tak człowiek trawiony głodem
zasypia wyczerpany i widzi przed sobą wyborne potrawy i musujące
wina, z zachwytem pochłania urojone dary wyobraźni i to mu sprawia
jakby pewną ulgę; ale ledwie się zbudzi - zjawa znika... pozostaje
zdwojony głód i rozpacz!(...)"

Z dzieła Lermontowa można by wygrzebać jeszcze dziesiątki cytatów, chociażby o anty-romantyczności pojedynków czy rewelacyjną dygresję o zawiłościach kobiecego myślenia („żeby nauczyć się ich dialektyki, trzeba wywrócić na opak w umyśle wszystkie szkolne reguły logiki”). Nie chcę jednak w nieskończoność rozciągać tej recenzji, zamknę ją zatem krótkim: Warto przeczytać!

ml

Michał Lermontow

APPENDIX

To wręcz niesamowite jak dużo informacji zawarł Lermontow o sobie samym w powieści. Nie jestem w stanie powiedzieć czy utożsamiał się pod względem psychologicznym ze swoimi bohaterami, ale cała romantyczna otoczka kaukaskich szczytów to wręcz esencja jego życia. Co więcej smutną elipsą do treści „Bohatera…” jest śmierć jego niepokornego autora w pojedynku …sprowokowanym przez niego samego …w Piatigorsku. Na koniec jedno zdanie o samym wydawnictwie PIWowskim – stare i szmatławe, brak przedmowy czy komentarza i znikoma ilość przypisów, czyli warto poszukać czegoś nowszego ;)

Jestem tak zadowolony z tej recenzji, że nie obraziłbym się, gdyby znalazła się ona w jakimś najnowszym wydaniu dzieła Lermontowa. I pomyśleć że napisanie tego przez długi czas stało na przeszkodzie do opublikowania opracowań kolejnych książek (które to opracowania mam już na wpół napisane…). W kolejce czekają: Dwie książki historyczne, Biografia Beksińskich, Czasy Secondhand Aleksijewicz, Dziennik Anny Frank i kilka innych.

 

Reklamy

Informacje o librumlegens

librum.legens@gmail.com
Ten wpis został opublikowany w kategorii Klasyka XIX, Powieść. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s