Anne Frank: Dziennik

05.07.2016

Anne Frank: Dziennik

przeł. Alicja Oczko

Znak, Kraków 2015

dziennik af

Dziennik Anne Frank nie jest tym czym można było podejrzewać, że jest – kroniką wojenną zamkniętej w kryjówce rodziny. Jest bowiem… dziennikiem. I to w stu procentach dziennikiem nastolatki. Inteligentnej, żywo zainteresowanej problemami świata, ale też przeżywającej rodzinne zawieruchy, rozmyślającej o kondycji własnej, czy ludzi, z którymi zmuszona była spędzić dwa lata w zamknięciu, ale też marzącej o gwiazdach filmowych i miłości. Anne wykazuje się w dzienniku niesamowitą zdolnością obserwacji rzeczywistości, analizy charakterów, czy umiejętnością opisu własnych uczuć. Ciężko powiedzieć, czy to tragiczna sytuacja, w jakiej się znalazła, wyzwoliła w niej te pokłady talentu. Nie ma natomiast wątpliwości, że dziewczyna zostałaby, gdyby przeżyła wojnę, cenioną dziennikarką i pisarką. Sama niejednokrotnie sygnalizowała w dzienniku, że właśnie taka ścieżka kariery najbardziej by jej odpowiadała. Anne mimo młodego wieku (13-15 lat) potrafiła wnikliwie, jak mało kto z dorosłych i mało który z dzisiejszych blogerów czy forumowiczów, opisywać i analizować stany emocjonalne lokatorów i własne życie wewnętrzne. Jej miłosne zauroczenie, które odczuwała względem chłopaka, z którym dzieliła kryjówkę (Petera van Daana/van Pelsa) relacjonuje przez kilkanaście wpisów w dzienniku niemal z taką dokładnością, jakby obserwowała mrówki w akwarium. Opisy uniesień, rozmów, przemyśleń są wręcz badane „mędrca szkiełkiem i okiem”. Sama Anne pod koniec dziennika wspomina, iż występuje niejako w dwóch osobach: tej, którą prezentuje wobec innych ludzi i tej, którą skrywa przed ich spojrzeniami:

"Jedna strona kryje moją swawolną radość, szydzenie ze wszystkiego,
chęć do życia, a zwłaszcza pojmowanie wszystkiego z jego lekkiej
strony.(...) Ta strona stoi najczęściej na czatach i wypiera tę inną,
która jest o wiele piękniejsza, czystsza i głębsza. Nieprawda, nikt
nie zna ładnej strony Anne i dlatego tak mało ludzi może mnie
znieść."
                                                          01.08.1944

huset

Rozkład pokoi w oficynie.

W kolejnym akapicie Anne również pisze o obawach przed ujawnieniem swojego wrażliwszego „ja”, przed okazywaniem słabości. Na kartach dziennika możemy też obserwować ewolucję myślenia dziewczyny i dojrzewanie, przyśpieszone niezwyczajną sytuacją wojenną. Anne dostała dziennik na swoje trzynaste urodziny… Frankowie (rodzice Otton i Edith oraz siostra Margot) byli rodziną niemieckich żydów, która wyemigrowała do Holandii po dojściu NSDAP do władzy w ich ojczystym kraju. W Amsterdamie uchodźcy też nie zadomawiają się zbyt długo, ponieważ już po paru latach nazistowska ofensywa obala holenderską niepodległość i ich kruche poczucie bezpieczeństwa. Początkowo, mimo pewnych niedogodności, są w stanie funkcjonować „po ludzku” – dziewczynki chodzą do szkoły (żydowskiej), Otto prowadzi dwie firmy – Opektę zajmującą się dystrybucją przypraw i pektyny oraz Pectaton. Wraz z narastającym zagrożeniem ze strony władz okupacyjnych rodzice dziewczynek starają się, coraz bardziej desperacko, o możliwość kolejnej emigracji. Gdy plany te spalają na panewce Frankowie wprowadzają w życie plan ukrycia się w dawnej oficynie Opekty na Prinsengracht 263, zgodnie z zasadą, iż najciemniej jest pod latarnią. Ucieczkę maskują fikcyjnym zamiarem wyjazdu przez Belgię do Szwajcarii. Po kilku dniach do oficyny przybywają również państwo van Pels (zwani przez Annę „van Daan”, Auguste, Herman i ich syn Peter), a po kolejnych paru miesiącach dentysta Fritz Pfeffer (u Anny Albert Dussel), który zamieszkał z autorką dziennika w jednym pokoju. Rodzina przebywa w ukryciu przez ponad dwa lata. Ponieważ Opekta ciągle funkcjonuje muszą zachowywać niezwykłą ostrożność (np. ze względu na częste włamania do magazynów). Pewne czynności mogą wykonywać tylko o określonych porach dnia. Ciągle poruszają się w półmroku, rozmawiają szeptem, mają problemy z utrzymaniem higieny osobistej czy z zapewnieniem sobie odpowiedniej diety. Dla impulsywnej Anne jest to koszmar. Na szczęście po „aryjskiej” stronie znajduje się kilka osób, dawnych współpracowników Ottona, którzy dbają o to by ukrywającym się niczego nie zabrakło. Byli to Miep Gies i jej mąż Jan, Bep Voskuijl, Herman Kugler i Johannes Kleiman. Dzięki ich pomocy Frankowie i van Pelsowie mogli pozornie prowadzić w miarę normalne życie. Anna ze względu na swój wybuchowy charakter, oraz zapewne z powodu niedogodnych warunków, często popadała w konflikty z mieszkańcami oficyny. Przede wszystkim spierała się z matką, panią van Pels oraz swoim współlokatorem Pfefferem. Napisała na ich temat dużo przykrych słów obnażając ich moralne ubóstwo i próżność. Niewątpliwie to co napisała o nich wynikało z gwałtownych emocji i po części takie wpisy martwiły samą autorkę, która czasami próbowała to rozgrzeszać siebie, to znów usprawiedliwiać dorosłych. Inną przyczyną był wiek dziewczyny i tzw. burza hormonów, które wpływały na jej ostre osądy współlokatorów i huśtawkę nastrojów. Bez wszelkiej wątpliwości Anna umiała również na zimno przeanalizować swoje emocje i była świadoma, że często sama jest niesprawiedliwa wobec innych. W ogóle jej wpisy w dzienniku są bardzo …”jej”, czyli autonomiczne. Ma ugruntowane poglądy na wydarzenia na świecie, na stosunki międzyludzkie, na koncepcje artystyczne czy filozoficzne. Czyta poważną literaturę, cały czas się kształci, stara się nie marnować czasu, jaki został jej dany. Jest świadoma, że bezczynność prowadzi do marazmu i depresji. Poniżej przykład jej nowoczesnego myślenia, na które nie stać większości współczesnych nastolatków:

"Jednym z wielu pytań, które nie dają mi spokoju, jest to, dlaczego
wcześniej, ale również często i teraz, kobieta zajmuje w narodach o
wiele niższą pozycję niż mężczyzna. Każdy może powiedzieć, że to
jest niesprawiedliwe, ale mnie to nie zadowala, tak bardzo
chciałabym znać przyczynę tej wielkiej niesprawiedliwości! (...)
kobiety muszą znosić o wiele więcej bólu, chorób i kłopotów już
z samym tylko rodzeniem dzieci niż jakikolwiek bohater wojenny.
A co otrzymuje kobieta, kiedy zniesie te wszystkie bóle? Wpycha się
ją do kąta, jeżeli zostanie okaleczona przez poród; jej dzieci 
prędko przestają być jej dziećmi, jej uroda mija.(...) Nie chcę
przez to wcale powiedzieć, że kobiety powinny się sprzeciwiać
rodzeniu dzieci, wręcz przeciwnie, tak jest urządzona przyroda
i tak będzie dobrze. Potępiam jedynie mężczyzn i cały ten porządek
świata, gdzie nikt nigdy nie chciał zdawać sobie sprawy z tego
jak wielką, (...) część kobieta wnosi do społeczeństwa. (...)"

                                                         13.06.1944

af-oficyna

Dom przy Prinsengracht 263 w którym ukrywała się rodzina Franków, jak widać na zdjęciu, oficyna rzeczywiście mogła stać się niepozornym azylem (zdjęcie ze strony http://www.annefrank.org/).

A teraz słów kilka o recepcji dzieła. Początkowo, w związku z pobytem w muzeum Anny Frank w Amsterdamie, miałem przeświadczenie, że jej dziennik będzie czymś w rodzaju takiej antologii mądrych myśli i wspomnień dziewczynki, która została podniesiona do rangi głosu straconego pokolenia. Ściany muzeum zewsząd atakują nas cytatami w rodzaju: „People can tell you to keep your mouth shut, but that doesn’t stop you from having your own opinion„. Anna wyrasta niemalże na pomnik idei wolności. Traci natomiast zniuansowaną osobowość. Szczęśliwie, jej pamiętnik to wcale nie jest kolejna strona wikicytatów. Są to prawdziwe wspomnienia prawdziwej nastolatki i co chyba jeszcze ciekawsze pomagają one w zrozumieniu psychiki dziecka w tak trudnym wieku jak dojrzewanie. Oceniam w ten sposób abstrahując nawet od wiadomej, ciężkiej sytuacji. Bo szczerze powiedziawszy, któż z nas nie przybrały jakiejś konkretnej maski znajdując się w stanie zagrożenia? Ile z prawdy pozostałoby w nas samych? Anna zdecydowanie pozostała sobą, w związku z tym, oprócz problemów doraźnych, łatwiej przyjdzie nam i zrozumieć problemy zwykłej trzynastolatki. Takiej, która gdy zachowuje się nieodpowiedzialnie, wcale nie okazuje pogardy wobec świata i bliźnich. Ani nie ma „nierówno pod sufitem”. A co takie zachowanie zasadniczo znaczy? W sumie może być po temu kilka różnych powodów naraz. W tym nawet ze dwa sprzeczne. Nie wiem czy współczesne nastolatki nie mogły by się poczuć nawet nieco obnażone emocjonalnie, gdyby wiedziały, że „starzy” wiedzą co im w głowach siedzi. Z drugiej strony taka wiwisekcja mogłaby pozwolić młodym ludziom poukładać swoje własne, nierzadko skołatane i bezładne myśli. Dlatego polecałbym;) Nawet mimo, iż pamiętniki są pisane w stylu dosyć rozwlekłym i może nieco chaotycznym. Przypuszczalnie, dla pokolenia dzisiejszych trzynasto-piętnastolatków, jej problemy mogą się zdawać nieco egzaltowane, może też zbyt poważne. Trzeba bowiem mieć na uwadze inne wychowanie dzieci te już ponad 70 lat temu. Niemniej jednak chyba jest ciekawym dowiedzieć się jak nastolatki tamtych czasów przeżywały swoje pierwsze uniesienia, odkrywały swoją seksualność, radziły sobie w konfliktach z dorosłymi. Łatwo będzie dostrzec w Annie takiego samego człowieka jak my, mimo tej różnicy czasu, mimo różnic kulturowych, mimo problemów zawieruchy wojennej. Dostrzeżenie, zrozumienie, zapamiętanie – to są w dzisiejszym Świecie uniwersalne wartości. Podobnie pisałem w przypadku poprzednio omawianej przeze mnie książki S. Aleksijewicz „Czasy Secondhand”. O tym, że kilkadziesiąt lat temu wcale nie było to takie oczywiste, napiszę za chwilkę. Faktem jest, że i dzisiaj zapominamy o podstawowych wartościach. Świadectwem jest chociażby przerażająca ilość internetowego za przeproszeniem „gówna” która wychlapuje na nas z googlowego kibla z grafiką, po wpisaniu w wyszukiwarce hasła Anna Frank. Jakim głupim zwyrodnialcem trzeba być by umieszczać tam fotomontaże czy memy z jej wizerunkiem? Z pewnością twórcy tego całego śmiecia nie pofatygowali się by przeczytać chociażby trzy strony pamiętników. O ile czytać w ogóle potrafią.

museu-anne

Pokój Anny.

Na zakończenie słów kilka o formie pamiętnika, wydawnictwie oraz recepcji książki. Anna Frank zwraca sama uwagę, iż chociaż widzi siebie i jest postrzegana jako dusza towarzystwa i od zawsze otaczał ją wianuszek osób, to nigdy nie miała tak na prawdę żadnej osoby, którą mogła by nazwać prawdziwym przyjacielem. W związku z tym jej pamiętnik przybrał formę listów do wyimaginowanej przyjaciółki – Kitty. Kitty do pewnego stopnia jest alter ego Anny. Współodczuwa z bohaterką i jest jej najlepszą powiernicą. Anna ma dużą świadomość literackości swojego pamiętnika. Zdać by się mogło, że jest on całkiem pomysłowo skomponowany – nie jest tylko chronologiczna relacja z kolejnych dni, zdarza się też seria listów opisująca krok po kroku zwykły dzień mieszkańców oficyny, kilka innych listów przybliża etapy „ucieczki” rodzin do kryjówki. Te ostatnie listy są pisane przez Annę z pewnego czasowego dystansu. Rzadziej też dziewczyna opisuje zdarzenia na gorąco, częściej daje sobie parę dni na przemyślenie, czy ochłonięcie po kłótniach i innych dramatycznych sytuacjach. Anna urozmaica też listy bawiąc się narracją, na przykład parodiując, w „dialogach”, rozmowy jeńców oficyny. Prawdopodobnie nie ingerowała „po czasie” jakoś szczególnie w treść dziennika i czuć po jej wypowiedziach dużą autentyczność. Co więcej łatwo da się zaobserwować ze z czasem pisze coraz bardziej świadomie. A już zdecydowanie tak robi od momentu, gdy dowiaduje się od holenderskiego rządu na uchodźstwie, że jej dziennik może mieć po wojnie znaczenie historyczne. Dodając do tego walory literackie jakże ważne dla początkującej dziennikarki – można powiedzieć, że pamiętnik Anny jest dziełem bardzo samoświadomym. Świadoma jest też wspomniana wyżej autentyczność, dlatego też, panna Frank nie przepisuje wspomnień na nowo – co najwyżej dodaje pewne komentarze do swoich bardziej „dziecinnych” listów. Dziennik został opublikowany już po wojnie, przy udziale ojca Anny – Ottona, wielokrotnie jego wersja była rozszerzana o nowe fragmenty, od-cenzurowywana i porządkowana. Informacji na ten temat możemy zasięgnąć z dwóch wstępów – „do wydania holenderskiego” i „od tłumaczki”. Z posłowia czytelnik dowie się jak potoczyły się dalsze losy rodzin ukrywających się w oficynie magazynu z przyprawami. Historia dopisała niestety smutne zakończenie do kart dziennika Anny. Dnia 4 sierpnia 1944 roku, na kilka dni po ostatniej notatce Anny, rodzina zostaje zadenuncjowana i w konsekwencji aresztowana przez milicyjny oddział okupacyjny. Wszyscy ukrywający się zostają zesłani do różnych obozów zagłady. Wszyscy, oprócz ojca rodziny – Ottona umierają z powodu chorób, wycieńczenia lub zgładzeni w komorach gazowych. Niektórzy, jak na przykład siostry Frank, umierają na krótki czas przed końcem wojny i wyzwoleniem obozów. Anna do końca zachowywała optymizm:

"Widzę, jak świat powoli, coraz bardziej zostaje przeobrażony
w pustynię, coraz głośniej słyszę nadciągający grom, który i nas
uśmierci, współczuję milionom ludzi w ich cierpieniu, a jednak,
kiedy spoglądam na niebo, myślę, że to wszystko obróci się znowu
na dobre, że i te potworności ustaną, że w świecie znowu nastaną
spokój i pokój."(...)
                                                       15.07.1944

af

Autorka przy pracy.

Reklamy

Informacje o librumlegens

librum.legens@gmail.com
Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia, Wiek XX, Wspomnienia/Dziennik. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s